Czy KE wpuści GMO na nasze pola „tylnymi drzwiami”?

  • Laboratorium

Ostatnia nowelizacja Dyrektywy 2001/18/EC w sprawie zamierzonego uwalniania do środowiska organizmów genetycznie zmodyfikowanych miała miejsce 15 lat temu. Od tego czasu na świecie pojawiło się wiele nowych technik hodowli roślin (z ang. new plant breeding techniques, w skrócie NPBTs),opracowanych przez naukowców i firmy biotechnologiczne…

Komisja Europejska ma wydać opinię prawną, czy te nowe techniki podlegają zapisom dotyczącym GMO. Jej decyzja w tej sprawie będzie miała dalekosiężne konsekwencje przede wszystkim dla sektora rolnictwa ekologicznego. Pierwotnie KE miała przedstawić swoje stanowisko w marcu bieżącego roku, jednak prawdopodobnie zaprezentuje je dopiero pod koniec 2016.

Obowiązujące prawo

Zgodnie z Dyrektywą 2001/18/EC organizmem genetycznie modyfikowanym jest „organizm inny niż ludzki, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych wskutek krzyżowania lub naturalnej rekombinacji”. W tej definicji nacisk kładzie się na sam proces genetycznej inżynierii, który prowadzi do pożądanych i niepożądanych skutków. Skutków tych nie można przewidzieć, przez co mogą stanowić one zagrożenia zarówno dla zdrowia człowieka jak i środowiska naturalnego.

W załączniku do dyrektywy zamieszczono zestawienie metod, które jej podlegają, czyli technik prowadzących do otrzymania GMO. Lista ta nie jest zamknięta, ponieważ musi istnieć możliwość dopisania do niej kolejnych metod nieznanych w 2001. Jest też drugi załącznik zawierający spis technik, których zapisy dyrektywy nie obowiązują. Są tam tylko dwie metody: mutageneza i fuzja komórek między spokrewnionymi organizmami. Obie zostały wyłączone spod zapisów dyrektywy, ponieważ spełniły zasadę ostrożności, która w tym przypadku oznacza „zastosowanie metod w wielu obszarach i bezpieczeństwo potwierdzone w trakcie długotrwałych obserwacji”.

Dla żadnej z NPBTs nie przedstawiono dowodów na „potwierdzone bezpieczeństwo w trakcie długotrwałych obserwacji.”…

Rolnictwo ekologiczne mówi NIE

Według Międzynarodowej Fundacji na rzecz Rolnictwa Ekologicznego (z ang. International Foundation for Organic Agriculture, w skrócie IFOAM) techniki NPBTs powinny być traktowane jak techniki modyfikacji genetycznej i podlegać legislacji dotyczącej GMO (tj. Dyrektywie 2001/18/EC i Rozporządzeniu 1893/2003). Dlaczego? Ponieważ ich działanie polega na zmianie organizmów żywych przez  techniczną, chemiczną lub biotechnologiczną ingerencję w budowę ich komórek lub jąder komórkowych. Według IFOAM, podobnie jak inne techniki genetycznej modyfikacji, NPBTs powinny podlegać obszernej ocenie ryzyka. W przypadku podjęcia decyzji o ich uwolnieniu do środowiska i zezwoleniu na spożycie przez ludzi powinny także podlegać: identyfikowalności i znakowaniu. Te dwa wymogi są niezbędne dla zachowania europejskiego rolnictwa ekologicznego, które, zgodnie z unijnym prawodawstwem, musi być wolne od GMO i które cały czas się rozwija (jego powierzchnia upraw podwoiła się w ciągu ostatniej dekady i stanowi 5,7% wszystkich powierzchni).

Ponadto, jeśli dyrektywa obejmie NPBTs, to zostaną dla nich opracowane:

  • metody wykrywania, identyfikacji i zliczania ich produktów (GMO), których wyniki będą zamieszczane w ogólnodostępnej bazie,
  • dokumentacja kontroli GMO na wszystkich etapach łańcucha dostaw,
  • rejest lokalizacji upraw GMO.

Co to są NPBTs?

Ale o jakich technikach w ogóle jest mowa? Laikowi zapewne nic poniższe nazwy nie powiedzą, ale co bardziej ciekawscy mogą poszperać co oznaczają nazwy procesów objętych grupą NPBTs:

–        techniki edycji genomu (GEEN): ZFN, TALENs, CRISP/Cas i ODM

–        cisgeneza i transgeneza

–        RdDM

–        agroinfiltracja

–        hodowla odwrócona

–        szczepienie na podkładkach pochodzących z roślin genetycznie modyfikowanych

Jak już wyżej wspomniano wszystkie te techniki zmieniają organizmy poprzez ingerencję na poziomie komórkowym i genetycznym. A trzeba pamiętać, że z każdą nową techniką GMO wiąże się ryzyko i niepewność. Wszystkie z wyżej wymienionych są nowymi metodami, więc nie można w pełni przewidzieć wszystkich ich skutków. A fakt, że mogą one występować w kombinacjach lub być używane wielokrotnie oznacza, że ich wpływ na człowieka lub środowisko w rzeczywistości może być większy, niż ten rozpatrywany w laboratorium pojedynczo.

Weźmy przykładowo edycję genomu, nadal nie do końca zrozumiałej szczególnie w przypadku roślin. Skoro nie jest znany dokładny sposób jej działania, to nie można zidentyfikować wszystkich niebezpieczeństw z nią związanych. Przykładowo, technika ta może zmieniać DNA nie tylko w miejscach, w których jest to celowe, ale także w innych lokalizacjach. Czynniki, które wpływają na to, jak często i gdzie się to zdarza, pozostają nieznane, co może mieć nieodwracalne skutki dla ekosystemów.

I choćby z tego powodu według IFOAM chce, by wszystkie wyżej wymienione NPBTs podlegały legislacji dotyczącej GMO, ponieważ na dzień dzisiejszy nie ma wystarczającej ilości badań długoterminowych oceniających ryzyko, jakie mogą one stwarzać dla konsumentów i środowiska.

Czy koncerny biotechnologiczne przekonają KE?

Koncerny biotechnologiczne mają zgoła odmienne od IFOAM zdanie. NPBTs, nad którymi pracowały, mają znaleźć zastosowanie w produkcji przemysłowej żywności, biomasy i biopaliwa. Według nich NPBTs nie powinny podlegać unijnej legislacji dotyczącej GMO. Koncerny reklamują je jako „skuteczną alternatywę” dla de facto moratorium na produkcję żywności genetycznie modyfikowanej w Unii. Uzasadniają to bardzo wąską definicją GMO, według której jest to „organizm zawierający geny z gatunku niespokrewnionego”. Definicja Dyrektywy  2001/18/EC obejmuje jednak większe spektrum tego zagadnienia.

Jeśli Komisja Europejska zgodzi się z biotechnologami, to NPBTs nie będą musiały przechodzić przez ocenę ryzyka, a ich produkty nie będą znakowane i monitorowane! A zatem ich jakikolwiek negatywny wpływ na żywność czy środowisko nie będzie kontrolowany, a europejscy konsumenci, rolnicy i hodowcy nie będą mieli szans by przed nimi uciec.

GMO

Badanie przeprowadzone w w 2010 (i więcej już nie powtórzone) wykazało, że zwolenników GMO w krajach Unii Europejskiej ubywa. Średnio na jednego sympatyka przypada 3 oponentów i nie ma ani jednego europejskiego kraju, w którym większość społeczeństwa chciałaby jeść genetycznie modyfikowaną żywność. Choćby z tego powodu nasi rolnicy chcą uniknąć zanieczyszczenia swoich upraw GMO, by nie stracić rynków zbytu, na których od wieków działają. A czy tak się stanie, to już będzie zależeć od decyzji Komisji Europejskiej…

Opracowanie/tłumaczenie: Xebola

Źródła:

www.ifoam-eu.org/sites/default/files/ifoameu_policy_npbts_position_final_20151210.pdf

www.greenpeace.org/eu-unit/Global/eu-unit/reports-briefings/2016/Joint%20position_New%20techniques%20of%20genetic%20engineering_March%202016-1.pdf